Połowa 1980 roku charakteryzowała się w Polsce aktywizacją działań opozycji, co było skutkiem zwiększenia trudności życia codziennego.
14 sierpnia 1980 roku stanęła Stocznia Gdańska. 17 sierpnia powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, z Lechem Wałęsą jako przewodniczącym. MKS stanął na czele akcji strajkowej o charakterze zorganizowanym. W 21 punktach sformułowano żądania strajkujących. Program zawierał postulaty ekonomiczne: podwyżki płac, emerytur i rent, także żądano powstania niezależnych od władz związków zawodowych, prawa do strajku, wolności słowa i prasy. Domagano się zwolnienia z więzień więźniów politycznych, przywrócenia do pracy zwolnionej za działalność w wolnych związkach zawodowych Anny Walentynowicz.
Strajk na Wybrzeżu zaczął stopniowo ogarniać inne zakłady. Za przykładem pracowników Stoczni Gdańskiej poszli robotnicy innych miast i zakładów przemysłowych, MKS-y w Nowej Hucie, Wrocławiu, Poznaniu, Elblągu lecz nie tylko, protesty rozpoczęły się w bibliotekach, szkołach, muzeach. Rozgorzała walka z systemem komunistycznym.
Pan Henryk Szkop, obecnie dyrektor Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, zasłużony działacz Solidarności w województwie elbląskim. Uczestniczył w organizacji strajków roku 1980 w Elblągu. Odegrał w tym zakresie bardzo dużą rolę w swoim miejscu pracy i w województwie. Wydawał i redagował biuletyn informacyjny o charakterze strajkowym.
Ile miał Pan lat w momencie wybuchu strajków? Jakie wykształcenie?
Henryk Szkop: W 1980 roku miałem 30 lat. Byłem już po studiach i pracowałem. Wykształcenie wyższe magisterskie. Skończyłem historie, specjalność muzealnictwo na Uniwersytecie w Gdańsku.
Gdzie Pan pracował?
H. Sz.: Pracowałem w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Kamila Norwida w Elblągu. Byłem bibliotekarzem a potem kierownikiem działu naukowego.
Która to była praca?
H. Sz.: Była to chyba czwarta praca. Wcześniej pracowałem w Gdańsku, najpierw w Zakładach Elektrycznych "Elmor". Pracował tam też Andrzej Gwiazda. W latach 1970 - 1971 w Stoczni Gdańskiej im. Lenina jako robotnik. Brałem czynny udział w strajkach, w grudniu 1970 roku a wcześniej w tzw. "wydarzeniach marcowych" w 1968 r.
Czy należał Pan do jakichś organizacji młodzieżowych?
H. Sz.: Nie byłem nigdy w żadnej organizacji, ale roznosiłem ulotki, udzielałem się politycznie przed 1980 r. głośno i publicznie wygłaszając poglądy sprzeczne z obowiązującym standardem, w związku z czym miałem problemy ze znalezieniem pracy, już w 1978 r. uważano mnie za KOR - owca. Pewnie mnie gdzieś tam zapisano w 1968 r. i 1970 kiedy mnie mocno pobili milicjanci po wylegitymowaniu na ulicy i odkryciu, że jestem stoczniowcem. W latach 1974-1978 studiowałem historię m.in. z Aleksandrem Hallem i Arkadiuszem Rybickim, działającymi w organizacji nielegalnej "Ruch Młodej Polski". Nasz rok był bardzo rozpolitykowany zwłaszcza po 1976 r..
Jak długo pracował Pan w bibliotece w Elblągu?
H. Sz.: Od października 1978 roku, jakieś dwa lata. Po rozpoczęciu pracy w Elblągu zaczęła się mną interesować Służba Bezpieczeństwa, po trzech dniach pracy przyszedł do mnie SB-ek żeby mnie postraszyć. W stanie wojennym byłem internowany, przyszedł po mnie ten sam SB-ek, który był u mnie w 1978 roku, tym razem w towarzystwie uzbrojonych wojskowych i milicjantów. Nazywał się mjr K., z Braniewa, często jechał ze mną autobusem do Elbląga.
Internowano mnie jako jedynego z powiatu braniewskiego. Od lipca 1981 roku mieszkałem we Fromborku, dojeżdżałem do Elbląga, do pracy.
Czy przed rokiem 1980, spotkał się Pan z ciemnymi stronami życia? Dotknęły Pana represje?
H. Sz.: Nie mogłem dostać pracy w Gdańsku, ponieważ z Uniwersytetu Gdańskiego dochodziły sygnały, że jestem politycznie niepewny. Starali się mi pomóc prof. Drewniak, mój promotor i prof. Wapiński ale bez skutku. Starałem się o pracę w malborskim muzeum gdzie już pracowała moja żona. Dyrektor powiedział, że mnie nie przyjmie bo jestem korowcem. Poza tym kilkakrotnie, gdy wracałem z pracy wieczorem, już jak istniała Solidarność, zostałem pobity przez nieznanych sprawców. Do tej pory nie wiem kto to był, atakowano mnie z tyłu.
Nie jest Pan beneficjentem Polski Ludowej? Czy uważa Pan, że komunizm okradał z życia?
H. Sz.: Urodziłem się w czasach PRL -u, wychowałem i wykształciłem. Nie znałem innego systemu. To co stało się po 1989 roku też mnie nie bawi zwłaszcza, że jako naród nie potrafimy się wydobyć ze świata obłudy i zakłamania. Tamte czasy niosły ze sobą więcej radosnego i przewidywalnego spokoju, dziś nie można być niczego pewnym. Była to byle jaka stabilizacja ale była. Po za tym trudno jest porównywać. To jest też kwestia wieku jak jest się młodym inaczej patrzy się na świat. Cieszy, że nikt już nie przychodzi na rewizje o 6 rano, a zwykłe kontrole odbywają się, jak dotychczas, w godzinach pracy.
Polska Ludowa nie przeszkadzała mi żyć tak jak chciałem chociaż bardzo ograniczała. Ale teraz jest podobnie. Żałuje, że nie mogłem, jak byłem młody, zobaczyć jak wygląda świat, nie miałem paszportu. Zabytki i muzea europejskie znałem tylko z obrazków w książkach.
Co było najbardziej uciążliwe w życiu codziennym przed 1980 rokiem?
H. Sz.: Przede wszystkim dojazdy, brak mieszkania, pracy. Nie można było kupić tego co się chciało.
Kupowałem magnetofon G runding, dopiero czwarta sztuka działała. Wiozłem wielki magnetofon, kupiony w Elblągu do Malborka gdzie wówczas mieszkałem i okazywało się, że nie działał. Odwoziłem do sklepu, dostawałem następny w sklepie działał w domu nie i tak pięć razy.
Teraz niektóre rzeczy wydają się utrudnieniem, kiedyś to było normalne. Papierosy kupowało się na kartki. Jak ktoś chciał palić markę "Caro" musiał wiedzieć gdzie je dostać. Trudno było napić się kawy. Można było dostać wszystko ale trzeba było wiedzieć gdzie. Łatwiej było o książki, były tanie, ale żeby zdobyć nowości trzeba było mieć znajomości w księgarni.
Czy było coś pozytywnego w działaniu władz?
H. Sz.: W niewielkim zakresie. Na pewno było łatwiej o prace, nie mówię o sobie ale ogólnie, ja miałem trudności ze względu na publiczne krytykowanie ówczesnej rzeczywistości. Czułem się trochę zepchnięty na margines, pozbawiony możliwości wpływania na cokolwiek. Moja praca magisterska, oceniona jako bardzo dobra, wzbudzała kontrowersje. Interesowała się nią Służba Bezpieczeństwa, jej tytuł brzmiał "Republika Weimarska w ocenie doktryny hitlerowskiej". Pisałem o spojrzeniu totalitaryzmu na demokrację. Nikt jednak nie zabraniał mi napisania tej pracy i interesowania się tym tematem.
Kiedy i od czego zaczyna się strajk?
H. Sz.: Strajk u nas zaczął się od zebrania. Specjalnie nie strajkowaliśmy, jak jakiś student chciał wypożyczyć książkę to ją dostał. Nastrój był strajkowy.
Zaczął się w sierpniu 1980 roku, Elbląg jest niedaleko Gdańska, wszyscy wiedzieli co się dzieje. Wielu ludzi dojeżdżało do Gdańska do pracy. Słuchano transmisji radiowych, nikt normalnie nie pracował.
Jak przebiegał strajk w Pana miejscu pracy?
H. Sz.: Jak już mówiłem prawdziwego strajku w bibliotece nie było, nastrój był strajkowy. Odbywały się zebrania, ludzie wymieniali się informacjami o tym co się dzieje w Gdańsku i w Elblągu. Krytykowano dyrekcje biblioteki, stosunki międzyludzkie, warunki pracy i płacy.
W Elblągu powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, w którego działaniach brałem udział. Pomagałem w przygotowaniach informacji o strajkach w formie biuletynów. W zasadzie na początku sam je redagowałem. Pisałem co się dzieje. W Bibliotece był kserograf, powielałem to. Biuletyn wydawałem samodzielnie do połowy 1981 roku, do czasu jak zorganizował się związek "Solidarność", jego struktury oraz powstały możliwości oficjalnego powielania i druku. Z moim nazwiskiem biuletyn ukazywał się do grudnia 1981 roku.
Jak zaczął się regularnie ukazywać przyszedł do mnie cenzor z sugestią, że jak coś się drukuje to należy mieć jego zgodę. Powiedziałem, że osobiście nic nie drukuje czasem ktoś przyjdzie żeby mu coś poprawić, to pomagam.
Jak w latach osiemdziesiątych, już podczas pracy w Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, chciałem wydać katalog wystawy, ten sam cenzor mi te katalogi dopuszczał do druku w trybie przyśpieszonym. Mówił: "Panie Henryku to w ramach starych znajomości". Mimo, że zawsze oddawałem tekst do cenzury za późno, dostawałem zgodę na druk. W 1990 roku zadzwonił do mnie, żeby się pożegnać, widocznie odchodził z posady. Darzył mnie sympatią, chyba dlatego, że także dojeżdżał do pracy. Dojazdy były straszne wówczas, zbliżały ludzi, ludzie się rozumieli.
Jaki był przepływ informacji?
H. Sz.: Bardzo dobry. Elbląg był wtedy sypialnią ludzi pracujących w Gdańsku. Ludzie jeździli z Elbląga do Gdańska. Ofiary grudnia 1970, Janek Wiśniewski był Elblążaninem. Informacje płynęły między ludźmi, także ulotki, biuletyny.
Jak reagują ludzie na informacje, że Stocznia stanęła?
H. Sz.: Popierali stoczniowców. Pierwsze zastrajkowały przedsiebiorstwa komunikacyjne: WPK, PKS. Przewodniczącym Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego został kierowca z Elbląskiego Przedsiebiorstwa Budownictwa Przemysłowego - Ryszard Kalinowski, jakiś czas byłem jego doradcą. Był wiceprzewodniczącym "Solidarności" aż do pierwszego zjazdu w hali "Olivii" w Gdańsku - delegacja z strajkujących zakładów elbląskich pojechała z nim do stoczni podczas strajku z informacją: Elbląg z Gdańskiem.
Miałem informacje z pierwszej ręki, jeździłem z nim na posiedzenia przedstawicieli regionów "Solidarności", które odbywały się w Hotelu Morskim w Gdańsku już po sierpniu 1980 r.
Kto organizuje strajk?
H. Sz.: W zasadzie ja z kolegą Jerzym Sekulskim. Zorganizowaliśmy zebranie, powiedzieliśmy, że trzeba coś w tym kraju zmienić, wybrać nowe związki, ten który jest nie działa jak należy. Zostałem wybrany delegatem bibliotekarzy do MKS-u elbląskiego. Sprawy związkowe mnie jednak mało interesowały, bardziej polityka i zmiany ustrojowe.
Jerek Sekulski prowadził dział zbiorów specjalnych w bibliotece wojewódzkiej.
Przed szereg wyszła, także Elżbieta Duszak, młoda dziewczyna - bibliotekarka, która nie bała się mówić tego co myśleli prawie wszyscy. Podczas stanu wojennego ją aresztowano. Wywiesiła na tablicy w bibliotece wierszyk przeciw komunie. Trzy miesiące była w areszcie, w końcu ją uniewinniono dzięki zeznaniom współpracowników, w tym także i moich. Zeznawaliśmy, że był to wierszyk jedynie przeciwko dyrekcji zakładu.
Leszek Koszykowski, archiwista, studiował na Uniwersytecie w Toruniu. Pochodził spod Malborka. Wciągnąłem go do pracy w biuletynie, poszedł na etat jako redaktor naczelny. Drukował, powielał. Nie było komputerów, pisano na maszynie, robiono matryce i powielano.
Jak zachowuje się dyrekcja?
H. Sz.: Dyrektorem był były dyrektor Komitetu Propagandy w Komitecie Wojewódzkim KW PZPR w Elblągu, na niczym się nie znał. Dyrektor nie chciał podejmować żadnych decyzji. Wicedyrektorki starały się jakoś organizować prace, on po prostu urzędował. Animuszu dostał dopiero w stanie wojennym, wezwał Służbę Bezpieczeństwa, gdy Elżbieta Duszak powiesiła wierszyk. Gdy to się stało ja byłem internowany, wypuszczono mnie, gdyż bardzo się rozchorowałem w więzieniu w Iławie, musiałem iść do szpitala na operację. Zamiast leczyć się w szpitalu jak mi kazała ubecja jeździłem jakiś czas na posiedzenia Sądu Wojennego w Gdyni, gdzie była sądzona Elżbieta Duszakowa za próbę obalenia władzy ludowej przy pomocy wiersza.
Jak zachowuje się sekretarz POP?
H. Sz.: Sekretarzem POP była kobieta. Z tego co pamiętam zachowywała się bardzo porządnie, nie agitowała przeciw strajkom. Rozsądna kobieta.
Większość partyjnych bibliotekarzy zapisała się do Solidarności, pani sekretarz także. Później już nie było POP-u, a może był ale ja o nim nie słyszałem.
Najgorszy był dyrektor. Robił karierę w systemie. Jak nie był w strukturach partii, to był kierownikiem biblioteki, teatru itp.
Co robią związki zawodowe?
H. Sz.: Stare związki zawodowe - branżowe nic nie robiły. Były fikcją, nie broniły pracowników, działały w pewnej rutynie. Przestały istnieć. Bardziej się liczyło Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich.
Jak została założona struktura NSZZ Solidarność?
H. Sz.: Zaraz po ogłoszeniu porozumień sierpniowych odbyło się zebranie wszystkich pracowników bibliotek z województwa elbląskiego. Było bardzo dużo ludzi. Dyskutowano o tym co się dzieje w kraju i województwie a także w bibliotekach. Na zebranie zaprosiłem wiceprzewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Elblągu, inżyniera z "Zamechu" - Andrzeja Krupę.
Przedstawił on sytuację w regionie i powiedział jak się organizować i po co w niezależnych samorządnych związkach zawodowych. Ja opowiedziałem o tym co usłyszałem od Bogdana Borusewicza na spotkaniu w Gdańsku. Bibliotekarze i w ogóle pracownicy bibliotek postanowili przez aklamację, że zakładają związek zawodowy "Solidarność", który ma działać przede wszystkim w regionalnej strukturze ale także wyłonić przedstawicieli do ogólnopolskiego niezależnego związku zawodowego bibliotekarzy "Solidarność", którego nb. jeszcze nie było, powstał w listopadzie 1980 r. w Szczecinie podczas 48 godzinnych obrad w Wojewódzkiej Bibliotece.
W drodze głosowania wybrano do nowego związku przedstawicieli. Ja zostałem przewodniczącym NSZZ "Solidarność" bibliotekarzy województwa elbląskiego, oficjalnym przedstawicielem bibliotekarzy w MKS- e elbląskim. Potem zostałem wybrany do zarządu wojewódzkiego "Solidarności".